ďťż
 
 
   Magazyn Polska Ekstraklasa [Fm 2010]
 
 

Menu

  • Która wersja FM jest według Was najlepsza? ankieta
  • Jaką Grafike I Pamięć? Pod płyte Abit NF-7 SL i Athlona 2400 XP
  • Sapphire RADEON X1650PRO 256MB - dobra grafika?
  • Reputacja w FM 2008
  • Kilka Grafik.
  • Co polecalibyście do tworzenia grafiki..
  • TwordDocument - wstawienie grafiki
  • co to jest edytor grafiki
  • Grafiki Profesora do FM 2008 Koszulki BK'08, standardowe herby '08

    Przywrócić Niebieską chwałę! FM 2010 | Ruch Chorzów [2009 - 2011], Alemannia Aachen [2011 -xxxx]

    Liga Typerów CMF - Ek$trakla$a, sezon 2009/2010 Zasady, klasyfikacja, dyskusja

    Transfery zagraniczne 2010 Tyllko transfery + linki do informacji o nich

    Tryb HC (hardcore) i mHC (moderate-hardcore) w FM 2009, 2008, 2007

    Paszcze Dix'a Face'y 140x180 dedykowane dla FM 2006

    Przyprószonych kurzem czasu monumentów brzemię FM 2010, 10.3, wszystkie ligi europejskie w tle

    Koszulki BK Profesora - sezon 2009/2010 Pierwszy post tematu, por favor!

    Kolejarze Fm 09 | Crewe Alexandra 2008 - ???? | Ghana 2010 - ????

    Liga Typerów CMF - Mistrzostwa Świata 2010 RPA

     
        
     

     

     

     

    Magazyn Polska Ekstraklasa [Fm 2010]





    Escort - 6 February 2010, 10:29
    1. runda Pucharu Polski za nami

    W środę, 26. sierpnia odbyły się dwa mecze Pucharu Polski godne uwagi, bowiem w rozgrywkach od 1. rundy wzięły udział dwie drużyny z Ekstraklasy – Zagłębie i Korona.

    Zagłębie Lubin podejmowało Zagłębie, ale te z Sosnowca. Na boisko wybiegli zawodnicy podstawowej jedenastki. Było widać od pierwszych minut wyraźną dominację na boisku lidera Ekstraklasy. Piłkarze gospodarzy byli zaskoczeni, gdy trójka napastników robiła co chciała z linią obrony przeciwników. Kibice nie byli w najlepszych nastrojach, drżąc jedynie, by nie wpadła pierwsza z bramek. Nie mogli tego uniknąć – w 17. minucie piłkę w pole karne bardzo odważnie posłał Chyla, futbolówka odbiła się od pleców jednego z piłkarzy, do piłki dopadł Kozlyuk, który mocnym strzałem nie dał szans bramkarzowi i dzięki temu zawodnicy gości wyszli na prowadzenie. Kolejne sytuacje były również bardzo groźne, lecz strzały zazwyczaj były niecelne. W 22. minucie na linii spalonego znalazł się Holstrom, ale sędziowie nie zamierzali gwizdać przewinienia. Puścili akcję, a napastnik Zagłębia wyszedł sam na sam z bramkarzem – udało się wygrać ten pojedynek i podwyższyć wynik. Piłkarze z Lubina grali spokojniej, przyjmując nawet przeciwnika na własnej połowie. Gospodarze chcieli wykreować jedną ciekawszą sytuację, ale w bramce bardzo dobrze zachował się Maximenko. W drugiej połowie podopieczni Kowalczyka radzili sobie w każdej strefie boiska, jednak pod bramką rywala brakowało skuteczności. W 83. minucie Kaczmarek został ukarany żółtą kartką, była to jego druga kartka, w konsekwencji musiał opuścić boisko. Głupio również zachował się Kantor, który przy bezpiecznym wyniku również w bardzo szybkim czasie zarobił dwie żółte kartki i sędzia wyrzucił go z boiska. Ostatecznie Zagłębie triumfowało.

    Zagłębie Sosnowiec – Zagłębie Lubin 0:2
    17’ Kozlyuk 0:1
    22’ Holstrom 0:2

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Hubert Siejewicz
    Widzów: 2189

    W innym ciekawym meczu Ruch Radzionków podejmował na własnym terenie byłego lidera... Koronę Kielce. Trener Gil całkowicie inaczej podszedł do tego spotkania, gdyż wystawił rezerwowy skład, a największym zaskoczeniem był Babic na lewej stronie pomocy, który od pierwszych minut sobie nie radził i zaliczał głupie straty. Korona po zbyt ofensywnym wyjściu do przodu musiała pogodzić się z utratą pierwszej bramki. Zawodnicy Ruchu w bardzo dobrej kontrze zdołali przedostać się w pole karne, prostopadłe podanie wykorzystał ich napastnik i zdołał strzelić gola. Korona chciała wyrównać, jednak najwięcej sytuacji zmarnował Mkrtchyan. Strzelał albo daleko obok bramki albo tracił piłkę w sytuacji jeden na jeden zamiast odegrać do partnera. Jeszcze w 22. minucie nadarzyła się sytuacja do podwyższenia, ale rzut karny zdołał wybronić Lukic. Niespodziewanie do przerwy prowadził Ruch Radzionków. Zawodnicy zapewne usłyszeli ostre słowa, pomimo że w Kielcach byli jedynie rezerwowymi. Na lewej stronie pojawił się Augustyniak, który odmienił losy spotkania. W 56. minucie dośrodkował Stokic, jednak nie na napastników, którzy byli pilnowani w polu karnym, a na Augustyniaka. Strzelił po raz pierwszy, bramkarz wybronił, chciał dobijać Kosiorowski, ale piłka odbiła się od obrońcy, w końcu Augustyniak przejął piłkę i trafił już do pustej siatki. Było wyrównanie. W 58. minucie chwila nieuwagi linii defensywy gości i ponownie jeden z zawodników gospodarzy wyszedł sam na sam, pokonując po strzale golkipera. Lukic debiutu nie będzie miał zbyt dobrze zapamiętanego. W 72. minucie tym razem sędzia podarował jedenastkę Koronie. Nie pomylił się Maciejewski, który trafił do siatki. Wynik utrzymał się do końca drugiej połowy. Kibiców czekała kolejna atrakcja w postaci dogrywki. W 98. minucie płaskie podanie w pole karne posłał Zieliński, idealnie w tempo wbiegł Augustyniak, który dał prowadzenie Kielczanom. W 116. minucie Zieliński nie popisał się, faulując w polu karnym. Zachował się jak junior. Rzut karny na gola zamienił Sikora. Czekała nas seria jedenastek. Zaczął Kosiorowski, który się nie pomylił. Strzał Mańki z Ruchu wybronił Lukic i było 1:0 dla Korony. Matusiak się nie pomylił, Sikora również, w ogólnym rozrachunku 2:1. Wicher pewnie wykorzystał jedenastkę, rzut karny na gola zamienił także Nowicki. 3:2 i napięcie narastało, ale do piłki podszedł niezawodny Maciejewski i bez problemu ponownie zdołał strzelić gola. Kowalczyk strzelił w prawą stronę, ale instynktownie wybronił Lukic i wszyscy piłkarze rzucili się w jego kierunku. Korona po rzutach karnych wygrywa na boisku rywala i przechodzi do kolejnej rundy Pucharu Polski.

    Ruch Radzionków – Korona Kielce 2:2 d. 1:1 k. 2:4
    3’ Nowicki 1:0
    56’ Augustyniak 1:1
    58’ Jastrzębski 2:1
    72’ Maciejewski (kar) 2:2
    98’ Augustyniak 2:3
    116’ Sikora (kar) 3:3

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Robert Małek
    Widzów: 869





    Icon - 6 February 2010, 12:22
    Dobrogniew Raścisławski, Miejski Klub Sportowy "Odra" Wodzisław Śląski:
    Nie może być tak, że w meczu o prestiż przegrywamy na własne życzenie po głupich błędach. Taktycznie ten zespół nie prezentuje się źle, ale znowu minimalnie przegrywamy. Tak jak zapowiadałem, pora na zmiany. Niektórzy chyba niedojrzali do gry na najwyższym poziomie, więc trzeba ich zastąpić innymi. Nie mam jednak zamiaru zdradzać kim i kogo.

    O poziomie sędziowania nie będę się wypowiadał. Wyrażę jedynie ubolewanie, że tak bogaty klub jak Legia musi się posiłkować pomocą arbitra by wygrać mecz.




    gilik - 6 February 2010, 22:55
    Piotr Gil, Korona Kielce:
    Nie tak to miało wszystko wyglądać. Liczyłem, że nominalnie rezerwowi piłkarze sobie nie poradzą i spokojnie odpadniemy z tego pucharu, w którym gra potrzebna nam jak kwiatek do kożucha. Nic, stało się, awansowaliśmy dalej i trzeba będzie jeszcze co najmniej jedną dziewięćdziesiątkę wyrobić.




    Escort - 9 February 2010, 21:05

    - Witamy państwa bardzo serdecznie.
    - Dobry wieczór.
    - Zapraszamy do wspólnego pasjonowania się piłkarskim świętem, jakim na pewno była 5. kolejka Or... Polskiej Ekstraklasy.
    - Już tego sponsora nie ma, mało brakowało, a przejęzyczyłbyś się.
    - Witają Andrzej Twarowski.
    - Oraz Maciej Smokowski.
    - To co dzisiaj czeka nas w pierwszej części magazynu:


    1. Derby Trójmiasta, walka o prestiż i uznanie na kolejne miesiące!
    2. Małe kroczki po mistrzostwo... na drodze „zadłużona” Jagiellonia, która musi odrabiać ujemną stratę.
    3. Gil offensive vs. Laskosz Tactic
    4. Walka tytanów w Bełchatowie… dwa punkty to przypadek? Starcie z liderem.


    - No, trochę emocji na pewno będzie.
    - Czas przedstawić gości, w końcu możecie się uśmiechnąć do kamery. Odwiedzili nas Zbigniew Bartos z Malezji! Trener Penangu.
    - Witam, dobry wieczór.
    - Oraz Mariusz Nowacki, były piłkarz Lecha Poznań pod wodzą trenera Skury, były gracz Arki Gdynia za kadencji trenera... Żylińskiego? Stasiełowicza? Oraz nasz aktualny komentator, witamy bardzo gorąco!
    - Witam. No można było odpuścić sobie tę Arkę. Chciałem zakończyć karierę w Lechu, jednak nie pozwolono mi na to. Trochę trudny temat.
    - Ależ Mariusz, ten program jest od trudnych tematów.
    - Nie chcę się zbytnio rozwodzić nad tym. Smutna prawda, chyba nie byłem potrzebny. Swego czasu Corozo i Herrera zdominowali atak Lecha i nie mogłem przebić się do składu. Dziś, widzę, trudniej tym zagranicznym wstrzelić się w ligowe szablony. Chyba tylko Nunes prezentował się świetnie jako napastnik.
    - No i nie zapominajmy o Cukovicu, który do tej pory kilka bramek ustrzelił.
    - No no, trener z Malezji też trochę z naszą Ekstraklasą jest na bieżąco.
    - Muszę to przyznać, że czasem dostaję taśmy wideo z meczami z polskiej Ekstraklasy, jednak to te ciekawsze mecze. Na przykład ten o Superpuchar Polski mnie zaskoczył – Wisła zagrała fajny, ciekawy futbol, a Lech zawiódł. Dziś chyba grają lepiej, ale będę miał okazję obejrzeć skrót, prawda?
    - Oczywiście, jednak najpierw przejdziemy do pierwszego meczu kolejki, który w piątek wzbudzał ogromne emocje, wszystkie pary oczu były skierowane na Gdynię!

    Arka Gdynia – Lechia Gdańsk

    Wydarzenie ostatnich miesięcy w Gdyni. Na początku spotkania doszło do niecodziennego starcia kibiców tuż przed stadionem. Piłkarze zapewne nie tak wyobrażali sobie to święto piłkarskie. Policja musiała uspokoić pseudokibiców, dlatego też spotkanie zaczęło się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Wygrana była traktowana bardzo prestiżowo, dlatego od pierwszych minut zawodnicy musieli być skoncentrowani na sto procent.
    Po piłkarzach Arki było widać objaw lekkiego stresu – tłum oczekiwał spektakularnego wyniku, dlatego Lechia wykorzystała moment nieuwagi w 5. minucie spotkania – świetne zagranie Jurczyka do Polaka, który zbiegał z prawego skrzydła, znakomicie minął Santosa na pełnej szybkości, uderzył z ostrego kąta, jednak Szczepanik nie popisał się i nie wyłapał piłki. Goście objęli zdecydowane prowadzenie. W 13. minucie mogliśmy podziwiać kolejną dobrze skonstruowaną akcję przez linię pomocy Lechii, jednak ostatecznie Zafra nie zdołał pokonać Szczepanika. W 25. minucie zawodnicy Lechii nawet nie myśleli o wybiciu piłki, kiedy to po rzucie rożnym Jaskólski upadł źle na nogę i nie potrafił podnieść się o własnych siłach. Potrzebował pomocy fizjoterapeutów. Ze strony kibiców poleciały bluzgi w drugą stronę. W 30. minucie ten sam zawodnik, który był przed chwilą obsługiwany przez lekarzy, wpakował piłkę do siatki graczom z Gdańska strzałem głową. Wszystko wydarzyło się po stałym fragmencie gry i dośrodkowaniu Gilewicza. Wyrównanie przyszło w odpowiedniej chwili. Chwilę później Arka mogła podwyższyć, jednak Górski zachował się perfekcyjnie odbierając piłkę na skraju pola karnego. W 36. minucie ponowna akcja Zafry, który ostatecznie przymierzył na krótki słupek, jednak Szczepanik i tym razem okazał się lepszy. Do przerwy mieliśmy remis.

    Radosław Rosłoń: Trudno się gra, szczególnie, kiedy kibice tylko klną ci za plecami.
    Robert Górski: Kibice? Ja widzę tylko swoich z Gdańska. Chwała im za to, że przyjechali.

    Druga część gry rozpoczęła się od mocnego uderzenia gospodarzy, którzy przycisnęli do muru Lechię. Toleski świetnie dośrodkował piłkę idealnie na głowę Rosłonia, któremu tym razem nie przeszkadzali kibice, by umieścić piłkę w siatce. Zawodnicy Lechii nie odpuszczali i wzięli się ostro do roboty za odrabianie straty. W 52. minucie po rzucie wolnym głową uderzał Górski, jednak trafił w poprzeczkę. Na pewno zapamiętałby to wydarzenie, gdyby nie kolejne akcje – w 56. minucie znów stały fragment gry, dogranie Zafry z lewej strony, wyskakuje Górski wyżej od Popovica, genialnie przymierzył i bramkarz był bez szans! Gol na 2:2. W kolejnych minutach spotkania Toleski chciał wziąć losy spotkania w swoje ręce – było blisko w 64. minucie, kiedy przymierzył z dystansu, jednak trafił w słupek. Perfekcyjne rzuty rożne mogły doprowadzić do czarnej rozpaczy w Gdyni, jednak Szczepanik wybronił kolejne uderzenie, tym razem ponowne Górskiego. W 80. minucie przesądzono losy tego ciekawego meczu – Gilewicz dośrodkował w pole karne, jednak prosto na nogę Tomka Wójcika, obrońca nie popisał się dobrym opanowaniem, w pole karne wbiegł Zając, który zdecydowanym strzałem zaskoczył golkipera. Zdobył gola. Lechia przejęła inicjatywę, jednak w doliczonym czasie gry Arka dobrze utrzymywała się przy piłce, co przesądziło o ostatecznej wygranej podopiecznych trenera Grabowskiego.

    Arka Gdynia – Lechia Gdańsk 3:2
    5’ Polak 0:1
    30’ Jaskólski 1:1
    47’ Rosłoń 2:1
    56’ Górski 2:2
    80’ Zając 3:2

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Włodzimierz Bartos
    Widzów: 9755

    - Chciałbym zapytać naszego niecodziennego gościa – czy takie rzeczy dzieją się w Malezji?
    - Zapraszam bardzo serdecznie do tego pięknego kraju. Osobiście byłem sceptycznie nastawiony do takiej wyprawy, jednak w Ekstraklasie nie dano mi jeszcze pracować. Dostałem ofertę i wyjechałem, bo powiem szczerze, pieniądze były niemałe. Taka oferta kusi, nawet jeśli to daleko. Sami wiecie – dla futbolu pojedziemy na drugi koniec świata.
    - A takie mecze jak Arki z Lechią, są?
    - Oczywiście. Media naświetlają kolejne mecze jako hity kolejki. Bywają też różne derby, ale na trybunach panuje nieco inna atmosfera.
    - Dziś doszło do spotkania dwóch równorzędnych rywali, Mariusz, nasz ekspert, miał okazję zadebiutować w roli komentatora.
    - No tak, jestem zadowolony, że w takim wydarzeniu. Na trybunach mieliśmy trochę niespokojnych ludzi. Czasami było tragicznie patrzeć w tamtym kierunku, dlatego ci prawdziwi kibice zwracali uwagę tylko w kierunku zielonej murawy. Mecz na dobrym, wysokim poziomie. Zawodnicy trochę chcą zwalić winę na tych kibiców, ale powiem, jako były piłkarz, że jeśli jest się skoncentrowanym na boisku to takie krzyki nie grają roli. Gra się na maksa i każdy wie co ma robić na boisku.
    - Okienko transferowe się zamyka, oba kluby trzeba podsumować całkiem różnie. Popatrzmy na listę. Arka: Marcao, Kwiatkowski, Kehinde, Toleski, Djalminha, Santos, Malaj. Lechia: Sobolewski, Biskup.
    - Ciężko klasyfikować te oba kluby. Chyba są na podobnym poziomie sportowym, jednak w tym okresie działo się o wiele więcej w Gdyni, gdzie można było przyglądać się jak przychodzą nowi zawodnicy.
    - Czy ten potencjał jest wykorzystywany? Tylko kilku z nich widzieliśmy na boisku.
    - Muszę skrytykować trenera Grabowskiego, bardzo słaby trener, który nie dostrzega talentu Djalminhy. Chyba pomylił zawody, że uparł się na któregoś z Polaków w ataku. Djalminha dał mu do zrozumienia, że potrafi strzelać gole, jednak trener z niego zrezygnować.
    - Co o Lechii? To ciekawy klub, ale chyba z klubową pustką, jeśli chodzi o finanse.
    - No, powiem tak, że ich trener to bardzo skryty człowiek. Nie wiem czego się spodziewać po tym klubie. Ten trener dopiero zbiera pierwsze plony poważnej kariery, jednak jak patrzę na papier to pierwsza jedenastka jest imponująca i wcale rezerwowi nie odbiegają bardzo. Lechia jeszcze pokaże pazur, jednak dziś był trudny mecz pod presją, chyba dlatego przegrali. Minimalnie.
    - Kolejne spotkanie, jakie możemy obejrzeć to Legia, w Warszawie zagrali z Jagiellonią.

    Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok

    W Warszawie miało dojść do spotkania pomiędzy jednym z kandydatów do mistrzostwa, a drużyną, która panicznie musi bronić się przed spadkiem. Trener Miśkiewicz gdzieś wsiąkł, dlatego ciężko było o coś zapytać. Dziś się udało.
    - Nastrój przed meczem?
    - Legia to bardzo dobry zespół i bardzo nie wygodny, ale nie możemy się go obawiać. Myślę pozytywnie, licze choćby na jeden punkt ale wierzę w końcowe zwycięstwo bo jak nie teraz to kiedy?

    Tak właśnie myśleliśmy. Typowa dyplomacja. Trener Grzelak skoncentrowany, więc w ogóle nie zawracaliśmy mu głowy.
    Zaczęła pewnie Legia, już w 2. minucie mocny strzał oddał Rybaczuk, jednak minimalnie nad poprzeczką. W 12. minucie strzałem z dystansu popisał się Bong, jednak Soley interweniował po raz pierwszy. W całym spotkaniu musiał odegrać bardzo ważną rolę. W 16. minucie prostopadłe podanie do Vegi, jednak Soley był szybszy i bardziej zdecydowany w tym co chce zrobić. Brawo! W 23. minucie Ilevski musiał pogodzić się z wyższością Bonga, ten zagrał ostatecznie do Szczepanika, a ten zagubił się w polu karnym. Kibice przyjezdni musieli trochę poczekać na gola w pierwszej połowie, jednak uważamy, że było warto – w 40. minucie akcja poszła prawą stronę, gdzie Henrique rozprowadził piłkę, podanie dostał Giel, ten zagrał do Szczepanika, ogromny błąd popełnił Rybaczuk, który miał piłkę na nodze, jednak zagrał wprost do Vegi, ułatwiając drogę napastnikowi do bramki. Udało się mocnym uderzeniem pokonać Soleya. Golkiper Legii był bez szans. Do przerwy prowadzenie gości.
    W drugiej części gry nie zapowiadało się na poprawę gry Wojskowych. Bowiem w 49. minucie szansę miał kolejny z piłkarzy Jagi – tym razem uderzał Woźniak po precyzyjnym podaniu, minimalnie obok bramki Soleya. W 64. minucie cała publiczność została zszokowana – Giel zagrał do Bonga, a ten mocnym strzałem po raz drugi w tym meczu upokorzył golkipera Legii. Prawdę powiedziawszy przy obu straconych golach nie miał szans. Również defensywa nie spodziewała się tego strzału. Wszystko wydarzyło się po stracie Kowalczyka. Krzysztof rozgrywał fatalne zawody. Do momentu 73. minuty, kiedy to Piszczek idealnie zagrał za plecy obrońców wprost na nogę Kowalczyka, ten mocnym strzałem pokonał Szyszkę. W rzeczywistości Legia oddawała mnóstwo strzałów na bramkę tego bramkarza, jednak to było pierwsze celne uderzenie. Już na Kowalczyka przy linii bocznej czekał Popiela. Zmiana była ustalona przed zdobyciem gola, tak więc w geście zasad musiała się odbyć. Popiela w ciągu pięciu minut prezentował się lepiej niż jego poprzednik, pomijając zdobytą bramkę. Legia obudziła się i zaczęła grać bardzo dobry ofensywny futbol. Jagiellonia szukała kolejnych okazji i to musiało ją zgubić. W 85. minucie Fernandez ruszył lewym skrzydłem, posłał dośrodkowanie na bliższy słupek, znalazł się tam Popiela, który dał remis swoim kolegom. Kibice wyskoczyli ze swoich miejsc. Ostatecznie Legia zdołała zremisować. Przed pierwszym gwizdkiem wszyscy myśleli o trzech punktach. Piłkarze Jagi mogą czuć się spełnieni, jednak stracone punkty w ostatnich minutach bolą...

    Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok 2:2
    40’ Vega 0:1
    64’ Bong 0:2
    73’ Kowalczyk 1:2
    85’ Popiela 2:2

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Adam Lyczmański
    Widzów: 5976

    - Mariusz, chyba najlepiej możesz powiedzieć jak czuje się zawodnik, który wygrywa do ostatniego kwadransu, po czym traci to dwubramkowe prowadzenie.
    - No jak ma się czuć? Na pewno każdy jest zawiedziony, ale trener w takich momentach podkreśla, że nie ma co zwalać winę na jednego czy drugiego zawodnika. Mogła zawieść koncentracja w ostatnim etapie meczu, mogły zawieść inne czynniki meczowe. Legia wzięła się do roboty i zdołała uratować jeden punkt – trzeba zaznaczyć, że na własnym terenie!
    - Widzieliśmy dwa oblicza Krzyśka Kowalczyka. Wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców, jednak nie zaprezentował się zbyt dobrze.
    - To młody, perspektywiczny chłopak, jednak moim zdaniem 17-latek nie powinien rozgrywać tylu spotkań na początek rozgrywek! Można zajechać organizm człowieka. Bardzo głupie zachowanie trenera Grzelaka, z całym szacunkiem, ale on ma 17 lat i będzie jeszcze grał i grał. Oby jak najdłużej dopisało mu zdrowie, jednak trzeba go nieco oszczędzać.
    - Przyglądamy się transferom obu klubów i jest różnica, podobna do tej z poprzednich dwóch ekip. Legia ściągnęła kilku naprawdę solidnych zawodników przy jednym wzmocnieniu Jagi – Henrique, prawym obrońcy.
    - Cóż można powiedzieć – moim zdaniem Legia będzie miała problem ze zgraniem – jak widać już ma. Trudno jest poskładać tak kilka różnych czynników, by stanowiły skonsolidowany zespół. To trudne. Sam bym chciał tak, że sprowadzam ośmiu graczy i że od pierwszych minut rozumieją się, jakby grali od piaskownicy ze sobą.
    - Jak widać, jednak młodzi dominują w tej drużynie.
    - Widocznie trener zastał na samym początku dobrych napastników. Jak już mówiłem, Kowalczyk to młody talent, ale trzeba poważnie porozmawiać z trenerem, by chłopak w połowie listopada nie zaczął opowiadać o bólu w nogach. To nie Schlierenzauer.
    - W Jagiellonii wystarczy popatrzeć, a brakuje rzeczywiście mocnej ławki rezerwowych. Nie było kogo wprowadzić na plac gry.
    - Być może. Solidna ławka też musi być, jednak podstawowa jedenastka gra całkiem przyzwoicie. Nie wiem dlaczego trener nie sprowadził kolejnych zawodników. Wygląda na takiego spokojnego i jednocześnie zagubionego w swojej pracy.
    - Skoro mówimy o spokoju to czas na kolejny mecz. Ogłoszone spotkanie hitem odbyło się w sobotę, w Kielcach.

    Korona Kielce – Cracovia Kraków

    Starcie naprawdę mocno ofensywnie nastawionej drużyny kontra bardzo taktyczne szachy Laskosza. Tak pozwoliliśmy sobie to nazwać, oglądając ostatnie spotkania krakowskiej drużyny. Korona po porażce z Zagłębiem musiała przełknąć smak goryczy i opuścić wygodny fotel lidera. Na trybunach ujrzeliśmy trenera Salzburga. Chyba stał się zaprawionym fanem Pasów, bo to już jego czwarty mecz! Mówił, że obserwuje Nowaka, kapitana gości.
    Pierwsze minuty przespane. Obie drużyny zapoznawały się wzajemnie, bojąc się zaryzykować większą ilością zawodników. Szczególnie przeciwko Koronie, która grała mocno ofensywnie i taka kontra gospodarzy potrafiła szybko wybić marzenia o zdobyczy punktowej. Cracovia wywalczyła się rzut rożny. W 12. minucie Konieczny ustawił piłkę w narożniku boiska. Dośrodkował, z piłką minął się Rocha, który nie wyczuł tempa. Wyskoczył Adamski, który mocnym strzałem z zaskoczenia pokonał Lukica. Golkiper nie miał nic do powiedzenia. W 25. minucie szansę miał Rogalski, jednak nie zdołał pokonać Nalepy strzałem z kilkunastu metrów. 38. minuta to kolejny czas w meczu, kiedy Korona dominowała na boisku i dyktowała warunki. W pole karne podał Milanovic, jednak Nunes ustawiony na dalszym słupku nie zdołał strzelić z najbliższej odległości. Pasy zadrżały, jednak po tej sytuacji mocno szanowali piłkę. Kolejny strzał z dystansu oddał Eze, jednak piłka minimalnie pofrunęła nad poprzeczką. W 43. minucie Nowak przegrał piłkę przez Adamskiego, ten szybki ruchem skierował ją na głowę Florka, lecz Lukic okazał się być lepiej ustawiony. Szybka kontra prawym skrzydłem – Stokic rajdował na pełnej szybkości, wyprzedzając dwóch zawodników. Dośrodkował, jednak Dzwonek, który otrzymał piłkę nie wiedział co ma z nią zrobić. Jeszcze zagrał na przetrzymanie do Nunesa, a 16-letni Brazylijczyk stracił futbolówkę na rzecz Kościukiewicza. Do przerwy skromne prowadzenie po bardzo mądrzej grze taktycznej podopiecznych trenera Laskosza.
    W 47. minucie dobre podanie od Koniecznego mógł wykorzystać Tomczyk, jednak strzelił w boczną siatkę. Naciskany przez obrońców musiał oddać strzał. W 59. minucie Tomczyk okazał się nie być takim jeźdźcem bez głowy, gdyż podał idealnie do Florka. Napastnikowi zabrakło zimnej krwi i strzelił prosto w Lukica. Bramkarz zaliczył kolejną dobrą interwencję. W 63. minucie Podolczak chciał skierować piłkę do siatki, jednak w ostatnim momencie z linii bramkowej wybił piłkę Osuch, ratując dalsze prowadzenie Cracovii. Goście uważnie i rozsądnie w obronie, jednak Zawadzki popisywał się kilkoma ofensywnymi wejściami z prawej strony, dublując pozycję Tomczyka. W ten sposób Careca był sam i nawet nie otrzymywał wsparcia. Jedynemu, któremu zależało na wyniku był Galkauskas, który dostawał podania, jednak narzekał, że brakuje ruchu ze strony jego kolegów. W 66. minucie po stałym fragmencie gry mógł być remis, jednak tym razem Nalepa wybronił uderzenie Carecy. W 82. minucie Konieczny po podaniu od Nowaka zagrał za plecy obrońców, wybiegł Brkovic, który wygrał pojedynek bark w bark z Kryszakiem, przymierzył po ziemi na lewy słupek i umieścił piłkę w rogu bramki. Lukic zdenerwowany postawą swoich obrońców. Goście potrafili zaskoczyć w najlepszych momentach spotkania! Korona nie miała czego szukać w ostatnich minutach meczu. Pasy grały rozsądnie, a z ławki trenerskiej pokrzykiwał jeszcze trener Laskosz, któremu mocno zależało na cennych punktach. W ostatnich sekundach niespodziewanie zaatakowała Cracovia, jednak tym razem do akcji wyszedł Piątek, który zmarnował stuprocentową sytuację. Koniec meczu i niespodzianka w Kielcach!

    Dawid Adamski: Ten... no... bramka! Wygrywamy!

    Kamil Zieliński: (...) Nogi mnie trochę bolały. (...)

    Korona Kielce – Cracovia Kraków 0:2
    12’ Adamski 0:1
    82’ Brkovic 0:2

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Hubert Siejewicz
    Widzów: 9399

    - Przenosimy się do Krakowa, gdzie nasz reporter jest już z nowym piłkarzem Cracovii, lecz nie tym najnowszym. Prosimy.

    - No właśnie. Dobry wieczór. Obok mnie nowy polski zawodnik Cracovii. Bo nie mowa tu o Aco, który zdobył gola dla Cracovii, a o obrońcy Mariuszu Baście, który rozegrał solidny mecz.
    - Dobry wieczór.
    - Musieliśmy zerwać młodego obrońcę ze domu, bo zaimponował nam. Mamy nadzieję, że nie doszło jeszcze do romantycznej kolacji z ukochaną?
    - Mieszkamy razem, ale nie, dziś nie było to zaplanowane.
    - To z czystym sumieniem mogę zapytać – dlaczego Cracovia?
    - Po dłuższym namyśle zdecydowałem się, że moja praca z trenerem Laskoszem w Krakowie będzie najbardziej odpowiednia. Myślałem, że ofert będzie więcej i dostanę zawrót głowy, jednak na szczęście udało się dopiąć szybko tego transferu i nawet zdążyłem przygotować się z zespołem do sezonu.
    - Jak widać, bardzo solidnie.
    - Możliwe. Naprawdę mecz z Koroną mi wyszedł jak mało który. Zapamiętam to spotkanie, bo zagrało mi się bardzo dobrze. Byłem pewny w swoich interwencjach, miałem własny plac na murawie. Wiedziałem co mam robić w danej sytuacji. Koncentracja była. Nie mogę narzekać. Zero z tyłu, czego więc chcieć więcej?
    - O jakich ofertach jeszcze Mariusz Basta może wspomnieć?
    - GKS Bełchatów, Piast Gliwice, chyba chcieli mnie jeszcze w Lubinie, ale nie rozmawialiśmy z Zagłębiem. Ponadto klub z 2. Bundesligi. Nie byłem zainteresowany.
    - Co potem?
    - Nie wiem. Nie myślałem o tym, bo dopiero teraz zacząłem tu grać. Mam już 25 lat, w takim razie nie jestem taki młody. Dobrze, że mogłem spróbować grać na przykład na Cyprze.
    - Gdzie trudniej?
    - Chyba w Polsce. Jeśli człowiek gra w słabszym klubie to zdecydowanie Polska. Rywalizacja z Wisłą, Lechem i Legią dodaje skrzydeł. Mam nadzieję, że uda nam się pokrzyżować ich plany i będziemy kolejno urywać punkty. A przy okazji wygrywać z drużynami na naszym poziomie.
    - Dziękuję Mariusz za rozmowę i wracaj do ukochanej.
    - Dziękuję, dobranoc.

    - Mariusz, jak odbierasz tego zawodnika? Byłbyś w stanie z nim wygrać rywalizację?
    - O miejsce w składzie? No to byłby problem, bo gramy na dwóch różnych pozycjach. Na murawie przeciwko sobie? Trudno by było mi go przejść, ale na szczęście gra się w jedenastu. On też musiałby liczyć na jakieś wsparcie pozostałych kolegów z linii defensywnej. Powiem, że takie zaufanie szlifuje się przez kolejne mecze.
    - Korona, najpierw nas zaskoczyła, a teraz dwie porażki z rzędu, co o tym sądzi trener?
    - Oni będą się stabilizować. W pierwszych kolejkach grali ze słabszymi przeciwnikami. Dziś przyszedł trudniejszy sprawdzian, choć można mówić, że Cracovia pokusiła się o niespodziankę.
    - Więc obrona najsłabszą stroną Korony?
    - Po tych skrótach co patrzę to po prostu kilku zawodników – nie wiem co robił Dzwonek na lewej flance. Nunes i Galkauskas nabierają doświadczenia, Stokic to samo. Przed nimi ogromna kariera.
    - Czas na starcie GKSu z dotychczasowym liderem Ekstraklasy.

    GKS Bełchatów – Zagłębie Lubin

    Baliśmy się tego starcia – GKS, drużyna z przedostatniej lokaty musiała w końcu zacząć wygrywać. Podejmowali niestety lidera po czterech kolejkach. Ich atutem miała okazać się murawa oraz kibice za plecami, którzy mieli być dwunastym zawodnikiem. Bardzo przykro nam było, gdy piłkarze odmawiali nam na komentarz przed meczem.

    Mateusz Lukasik: No co mam powiedzieć? Wyjdę, zagram, zobaczę.
    Tomasz Urban: Ja dziś siedzę na ławce rezerwowych, co tam?

    Tomek wydawał się być bardzo miłym zawodnikiem. Ale za charakter trener nie chciał mu dać szansy.
    Było nam mało i trenera gospodarzy również chcieliśmy o coś spytać. Wysłaliśmy stażystę.
    - Kogo kupi Pan do I ligi? Za rok w końcu nowy sezon.
    - Hahaha.

    My też lubimy poczucie humoru!
    Przechodzimy do samego spotkania – obie drużyny wyglądały na nieco osłabione. Lider Ekstraklasy w środku tygodnia rozegrał mecz 1. rundy Pucharu Polski. Niestety, dziś piłkarze wybiegli tą samą jedenastką. Natomiast piłkarze z Bełchatowa mogli mówić o poważnym osłabieniu w linii ataku, bo zabrakło dziś Wasilewskiego i Zarytskiego. Musieli grać Lukasik i Terlecki przeciwko średniej defensywie Zagłębia. W 16. minucie pierwszy z rezerwowych napastników mógł już umieścić piłkę w siatce. Ta, niestety, odbiła się tylko od bocznej. W 21. minucie Holstrom odegrał do Chyli, a ten bardzo dobrym strzałem chciał zaskoczyć młodziutkiego Kowalczyka między słupkami. Mógł odetchnąć, bo piłka poleciała nad poprzeczką. Na prawej flance gospodarzy szarżował Zając, który narobił mnóstwo wstydu zawodnikom Zagłębia – z Klimkiem i Ogórkiem radził sobie, jakby grał z juniorami klubowymi. W 38. minucie perfekcyjnie zagrał do Lukasika, jednak ten strzelił prosto w Maximenko. Do przerwy musieliśmy pogodzić się z bezbramkowym remisem.
    W drugiej części gry szybko zaczęło Zagłębie, kierując piłkę na Kozlyuka. Zawodnik popisał się dobrym przyspieszeniem i zmusił Kowalczyka do interwencji. W 49. minucie doszło do dobrej interwencji z drugiej strony. Maximenko po dobrym strzale S. Kowalczyka zdołał wyciągnąć się jak długi i zainterweniować. S. Kowalczyk ponownie w akcji lewym skrzydłem, zdecydował się w końcu na dośrodkowanie z lewego skrzydła, wysoko wyskoczył Zając, zdążył przed interwencją Klimka, uderzył głową i zdołał skierować piłkę do bramki Maximenko. Gospodarze wyszli na prowadzenie. Wkrótce na boisku pojawił się debiutant Careca, który wszedł za jednego z partnerów z ataku. Miał swoją okazję w 64. minucie, jednak interwencja Kowalczyka zrobiła na nas niemałe wrażenie. Wkrótce na murawie pojawił się Urban, który szarpał i walczył, do momentu, póki nie został nadepnięty. Z lekkim urazem musiał kontynuować grę. W 84. minucie Terlecki zagrał do Lukasika, jednak podanie przeciął Kantor, przypadkowo posyłając dobre podanie na wysuniętego Angeleskiego, ten wyszedł sam na sam z bramkarzem, przymierzył i po rękach Kowalczyk zdołał umieścić piłkę w siatce. Piłkarze gospodarzy byli sparaliżowani po tym golu, jednak nie pozwolili sobie na kolejne straty. Pomimo wszystko, również nie ruszyli do ataku, godząc się z ostatecznym remisem na własnym terytorium.

    GKS Bełchatów – Zagłębie Lubin 1:1
    55’ Zając 1:0
    84’ Angeleski 1:1

    Składy
    Statystyki
    Sędzia: Mariusz Trofimiec
    Widzów: 3833

    - Bardzo uśmiechniętych twarzy po tym meczu nie było. Dlaczego?
    - No spójrzmy na tabelę – GKS to jedyna drużyna bez zwycięstwa po pięciu meczach. Trochę wstyd, ale jednak uważam, że pięć meczów to mało. Nie ma co pochopnie oceniać poczynań danej drużyny. Zachwycano się zapewne Koroną – nie byłem w kraju co prawda – ale domyślam się. Mamy taką cechę w mediach, że robią z drużyny coś wielkiego, kiedy dana ekipa zaskoczy. GKS zaskakuje negatywnie, ale nie przekreślałbym ich. Będą mieli z czego się odbić.
    - Ostatnia deklaracja o walce o mistrzostwo trenera Kowalczyka nieco rozbudziła nadzieje kibiców z Lubina.
    - I rozbawiła pozostały tłum ligowy. Nie oszukujmy się. Zagłębie to przeciętniak ligowy. Nie będzie ich stać na długie utrzymanie na tych szczytowych lokatach. Już stracili lidera. To był przypadek, że znaleźli się na szczycie.
    - Obserwujemy całkiem inne ustawienie drużyny Zagłębia niż za kadencji Stasiełowicza.
    - To kibice zwolnili poprzedniego trenera i dwie pierwsze kolejki chyba uznają za stracone, pomimo zdobytych wtedy trzech punktów. Cały okres przygotowawczy nie został przepracowany tak tragicznie jak widać. Zagłębie potrafi grać w piłkę.
    - Angeleski to napastnik, który w ogóle nie łapał się w żadnych rankingach, jeśli chodzi o napastnika sezonu.
    - No tak, to fakt. Ktoś musi te gole dla Zagłębia strzelać. Jest Kozlyuk, jest Holstrom, dodatkowo dochodzi Angeleski, który strzela kolejny raz. Nic, tylko życzyć kolejnych bramek.
    - Nie wiedzieliśmy, że trener Bartos to fanatyk Zagłębia.
    - Nie ująłbym tego tak. Po prostu tym młodym zdolnym życzę jak najlepiej. Trzymam kciuki, by im się udawało dążyć i osiągać wyznaczone cele.
    - Tą ciekawą puentą kończymy pierwszą część magazynu, do zobaczenia za chwilę!





    Peedro - 9 February 2010, 21:26
    Paweł Laskosz, Cracovia Kraków.

    Cóż na szybko mogę powiedzieć o meczu? Mogę powiedzieć że w końcu mogę być naprawdę zadowolony. Nie myliłem się, gra zaczyna się nam zazębiać. Pokazujemy że w naszej lidzie również można GRAĆ W PIŁKĘ, dosłownie. W meczu z Koroną też to pokazaliśmy - co z tego że rywal częściej uderzał na naszą bramkę, skoro stworzył tylko jedną stuprocentową okazję? Zagraliśmy mądrze, nasze ataki były rozgrywane starannie i z pomysłem, co jak widać poskutkowało. Wszyscy moi podopieczni zasłużyli na pochwały, pokazali że można przeciwstawić się silnej ofensywnie nastawionej Koronie. Cieszy mnie również to że do zespołu świetnie "wszedł" Brkovic, dostał tylko niewiele ponad 20 minut, a wykorzystał je wyśmienicie. Mam nadzieję że to zwycięstwo i styl w jakim je odnieśliśmy podniesie zespół na duchu i kibiców także.




    krystiaan - 9 February 2010, 21:39
    Krystian Grzelak, Legia Warszawa:
    Nie jestem zadowolony z gry naszego zespołu, bo, powiedzmy sobie szczerze, Jagiellonia zasłużyła na wygraną. Nie mam pojęcia, co się dzieje, że pokonujemy najlepszych, a tracimy punkty z zespołami z dna tabeli. Na następne spotkanie będę musiał wprowadzić kilka korekt w składzie. Mam już pewną wizję taktyki.




    Strona 7 z 28 • Wyszukano 597 rezultatów • 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28
     

     


     

     
    Copyright 2003. Ziouo's serwis - Carpe Diem. Carpe Ziolo.